Wróć na górę
11
01.2013

Czy nawigacji GPS można ufać bezgranicznie?

Para emerytowanych Brytyjczyków wjechała w prosto w kościół. Bus z dziećmi ugrzązł w środku rzeki. Belgijka, zamiast na pobliski dworzec, pojechała do Chorwacji. Co łączy te wszystkie wydarzenia? W każdym z nich kierowca ślepo zaufał nawigacji GPS.

Historia nawigacji satelitarnej sięga lat 60. ubiegłego wieku. Wtedy to na potrzeby wojska USA został stworzony system Navstar GPS, który dzięki sieci sztucznych satelitów o stałej orbicie mógł szybko i dokładnie określić pozycję odbiornika systemu w niemal każdym miejscu na ziemi.

Do udostępnienia technologii dla ludności cywilnej przyczynił się tragiczny wypadek z 1983 roku, kiedy to piloci cywilnego Jumbo Jeta z powodu błędów nawigacyjnych naruszyli przestrzeń powietrzną Związku Radzieckiego, co spowodowało zestrzelenie maszyny i śmierć wszystkich z 269 osób na pokładzie. Początkowo jednak dokładność określania pozycji do celów cywilnych została sztucznie ograniczona do 100 metrów. W 2000 roku ograniczenie to zdjęto, co rozpoczęło niepohamowany rozwój nawigacji satelitarnej dla kierowców.

Z punktu widzenia użytkownika nawigacja GPS składa się z trzech elementów: odbiornika, map i urządzenia będącego łącznikiem pomiędzy dwoma pierwszymi elementami. Odbiornik określa swoje współrzędne geograficzne na podstawie sygnału z co najmniej 3 satelit. Dlatego też na parkingach podziemnych, w lasach lub w górach określenie pozycji jest utrudnione, a nawet niemożliwe, ze względu na utrudniające komunikację między odbiornikiem a satelitami elementy otoczenia.

Określona pozycja nanoszona jest na mapę. Użytkownik, który chce skorzystać z nawigacji, podaje współrzędne docelowe, a urządzenie – korzystając z dostępnych na mapie dróg – wybiera najkorzystniejszą trasę. Oczywistym zatem jest, że mapa sprzed dziesięciu lat nie będzie w stanie określić najkorzystniejszej trasy, ponieważ nie uwzględnia nowo wybudowanych i zamkniętych ulic.

W większości współczesnych nawigacji satelitarnych użytkownik ma możliwość doprecyzowania, jaką trasą chciałby jechać. Można na przykład zabronić nawigacji wytyczania trasy, która wiedzie przez drogi płatne, gruntowe lub zakorkowane. W takiej sytuacji urządzenie traktuje takie drogi jako „nieistniejące” i nie uwzględnia ich w wytyczonej trasie. Dzięki takim funkcjom możemy np. uniknąć drogich, zagranicznych autostrad.

Niestety mapy uaktualniane są przez ludzi, a dynamiczny rozwój sieci drogowej powoduje, że nawet najbardziej aktualna mapa może nie uwzględnić najnowszych zmian – np. remontu, który zaczął się dzień przed naszym wyjazdem. Należy także zdawać sobie sprawę z tego, że w elektronicznych mapach zdarzają się także zwyczajne błędy (tak samo z resztą, jak i w ich papierowych odpowiednikach).

Wszystkie te czynniki powodują, że choć nawigacja satelitarna jest niezwykłym udogodnieniem, to nie można jej wskazówek traktować jako nakazów. To kierowca musi ocenić sytuację i zdecydować, czy podążać trasą wytyczoną przez urządzenie; jeżeli nawigacja instruuje, aby skręcić w prawo, a na skrzyżowaniu stoi znak „nakaz jazdy prosto” – należy jechać zgodnie z przepisami ruchu drogowego i zatrzymać się w najbliższym dozwolonym miejscu, by dokonać korekty trasy. Należy również kontrolować, czy wskazania mapy są zgodne z rzeczywistością. Jeżeli urządzenie pokazuje, że jesteśmy właśnie na autostradzie, a w rzeczywistości jedziemy polną drogą, należy skorzystać z papierowej mapy lub zapytać o drogę, gdyż wskazania nawigacji są oczywiście błędne.