Wróć na górę
30
08.2013

Odmowa przyjęcia mandatu – i co dalej?

Pierwszą reakcją kierowcy na otrzymanie mandatu jest często złość na policjanta. Podjęta niekiedy w emocjach odmowa jego przyjęcia może wyglądać jak szansa odwetu i zaoszczędzenia nawet kilkuset złotych. Niestety emocje to często zły doradca…

Przekonała się o tym Joanna, świeżo upieczony kierowca. – Spieszyłam się na spotkanie i nie zauważyłam, że jedzie za mną radiowóz. Policjanci zatrzymali mnie i zaprosili do  samochodu, gdzie usłyszałam, że przekroczyłam dozwoloną prędkość o 50 km/h, za co otrzymuję karę w wysokości 500 zł i 10 punktów karnych – opowiada. – Gdy zapytano mnie, czy przyjmuję mandat, bez chwili zastanowienia odpowiedziałam, że nie. Policjant powiedział, że w takim wypadku moja sprawa zostanie przekazana do sądu rejonowego. Trochę się wystraszyłam, ale pomyślałam, że w ostateczności pójdę raz do sądu i tam dostanę grzywnę w wysokości 500 zł, ale za to bez żadnych punktów karnych – tłumaczy Asia.

Odmowa przyjęcia mandatu to środek, który pozwala na obronę przed niesprawiedliwie przyznanym mandatem, np. za niepopełnione wykroczenie lub o zawyżonej wysokości. Sprawa rzeczywiście kierowana jest do sądu rejonowego, ale nie do odpowiedniego dla miejsca zamieszkania sprawcy, tylko dla miejsca popełnienia wykroczenia. – Dowiedziałam się o tym dopiero z pierwszego wezwania do sądu. Mieszkam w Poznaniu, a rozprawa miała się odbyć w sądzie rejonowym w Lublinie! Najgorsze jednak było to, że rozpraw było aż cztery i na każdą musiałam się stawić. Co prawda zwrócono mi koszty dojazdu, ale to ponad 10 godzin jazdy w dwie strony… – mówi Joanna.

Na rozprawach sąd bada, czy oskarżony rzeczywiście popełnił zarzucany mu czyn. Dlatego już w chwili wystawienia mandatu należy się zastanowić, czy w razie jego odrzucenia będziemy mogli się obronić przed sądem. Dowodem, który może w tym pomóc jest np. zapis z urządzenia namierzającego samochód. Wielu pracodawców montuje takie urządzenia w służbowych autach pracowników. Dzięki bazie danych można odtworzyć prędkość samochodu z każdej minuty trasy. Pomocne mogą być także zeznania świadków lub nagrania z monitoringu. – Sąd zażądał od mojego pracodawcy parametrów pracy auta, którym jechałam danego dnia. Później powołano biegłego, który ocenił, czy przekazane dane mogą służyć jako dowód w sprawie. Oprócz tego sąd dysponował nagraniem z wideorejestratora i zeznaniami dwóch funkcjonariuszy. Na swoją obronę miałam tylko słowa – wspomina Joanna.

Jeżeli zdołamy udowodnić swoje racje przed sądem, nie otrzymamy żadnej kary. Jeżeli jednak sąd stwierdzi winę oskarżonego, może wymierzyć mu grzywnę do 5000 zł i nakazać zwrot kosztów postępowania. Tak też właśnie stało się w przypadku Joanny, której sąd wymierzył karę w postaci grzywny w wysokości 4200 zł i zwrotu kosztów postępowania. – Kilka tysięcy złotych, które przyszło mi ostatecznie zapłacić, skutecznie nauczyło mnie respektu do zasad ruchu drogowego – kończy Joanna.

Warto pamiętać, że zatrzymanie przez policję, nawet jeżeli popełniono wykroczenie, niekoniecznie musi wiązać się z wystawieniem mandatu. Można poprosić funkcjonariusza o pouczenie. Policjant wyjaśni wtedy, jakiego czynu zabronionego się dopuściliśmy, a także jakie grożą nam konsekwencje, ale nie wymierzy żadnej kary. Nie w każdym wypadku jest to niestety możliwe.