Dołącz do nas

Rodzaje akumulatorów Kamper z dobrym doładowaniem

18-05-2016

Kamper z dobrym doładowaniem

Ciemność, ciemność widzę! Zimno, zimno czuję! – ileż to razy słyszałem już takie wypowiedzi karawaningowców – pisze Andrzej Walczak (w Sieci znany jako and123), który uprawia karawaning od 23 lat. Wspólnie z żoną przejechali przyczepami i kamperem blisko 98 tysięcy kilometrów. W podróży spędzili 1263 dni. Dziś swoim doświadczeniem z akumulatorami do kamperów oraz wiedzą karawaningowca dzieli się z czytelnikami Akumulator.pl

Ciemność, ciemność widzę! Zimno, zimno czuję! – ileż to razy słyszałem już takie wypowiedzi karawaningowców. Sprawa okazuje się na ogół prozaiczna. W czasie wyjazdu „padł” akumulator w przyczepie lub kamperze. O ile wyjazd ma charakter weekendowy lub korzystamy z zasilania 220 V na kempingu, to jeszcze nie jest tragedia. Najwyżej wieczorami będzie trochę romantyczniej lub zapłacimy wyższy rachunek za pobyt na kempingu. Sprawa wygląda gorzej, gdy jesteśmy na długo oczekiwanym urlopie lub na dalekiej wyprawie karawaningowej. Sam już kilkakrotnie w czasie uprawiania karawaningu byłem świadkiem, gdy kamper (będę pisał w skrócie o kamperze, ale wszystkie uwagi dotyczą również przyczepy kempingowej) tracił nagle zasilanie elektryczne na pokładzie lub zasilanie silnikowe. Oj, ciągało się takiego na lince, ciągało, aby zapalił. Ktoś miał bajerancki telewizor na pokładzie, ale z niego nie korzystał, bo akumulator był „cieniutki”. Kolejny znajomy marzł w wypasionym kamperze, bo… ogrzewanie nie chciało współpracować z rozładowanym akumulatorem. Inny jeszcze (o zgrozo!) na placu postojowym wśród innych kamperów, wspomagał się przez godzinę włączonym silnikiem, aby móc korzystać z komputera i Internetu!

Jak to więc jest tymi akumulatorami? Czy na pewno tak, jak opisywane jest na jednym z for internetowych, że jak masz stary akumulator od osobówki, to jakoś „opędzisz” jeszcze nim swojego kampera? Może jednak najwyższy czas skończyć z tymi prowizorkami, bo w końcu zacznie nam brakować czasu na uprawianie karawaningu.

Na początku wyjaśnijmy sobie kilka podstawowych kwestii, w uproszczonej formie – bez zbędnej teorii, bez wzorów i wykresów. W kamperze użytkujemy dwa rodzaje akumulatorów:

· Akumulator rozruchowy służący do uruchamiania silnika, który jest umieszczony w jego komorze. Dla uproszczenia nazwijmy go akumulatorem silnikowym i pamiętajmy, że jest on nietykalny (!). Służy tylko (no, prawie tylko) do pewnego uruchamiania silnika. W karawaningu jest pewne odstępstwo od tego warunku, ale o tym później. Druga grupa to:

· Akumulatory AGM & GEL – nazywane w skrócie akumulatorami żelowymi, pokładowymi lub głębokiego rozładowania. Umieszczone są w przyczepie kempingowej lub w kamperze i służą do zasilania wszystkich urządzeń pokładowych części mieszkalnej tych pojazdów. Jaka jest wspólna cecha akumulatorów AGM i GEL? Wspólnymi plusami są: całkowita bezobsługowość, długa żywotność, możliwość głębokiego rozładowania do 11,4 V (GEL) i 12,06 V (AGM), możliwość montażu nawet w przechyle 90 stopni. Są też dwie istotne rzeczy, o których powinniśmy pamiętać. Akumulatory te nie lubią być przeładowywane (wtedy skracamy znacznie ich żywotność), a zatem powinniśmy stosować do nich ładowarki o odpowiedniej charakterystyce. Czym różnią się akumulatory wykonane w technologii AGM i GEL? Otóż akumulatory AGM posiadają między ogniwami wełnę szklaną, a akumulatory GEL silikon, zwany żelem. Ten pierwszy szybciej naładujemy, da nam większy prąd, ale wytrzyma mniej cykli ładowania (500) . Akumulator GEL to „maratończyk”, który wytrzymuje 1000 cykli ładowania, może być głęboko i wolno rozładowywany. Z własnej praktyki wiem, że markowy akumulator żelowy, o który właściwie zadbamy, będzie pracował nawet przez 10 lat intensywnego wykorzystywania.

 

Teraz pytanie: jaki akumulator powinniśmy zastosować do swojego pojazdu?

Z akumulatorem silnikowym nie ma problemu – na ogół stosujemy się do zaleceń producenta auta. Jednak jest małe „ale”. Jeśli nasz pojazd jest ciągnikiem dla przyczepy kempingowej i miejsce w komorze silnika na to pozwala, to warto zamontować akumulator o większej pojemności. Nie chodzi tutaj o zasilanie przyczepy w czasie jazdy, bo z tym alternator samochodu sobie zapewne poradzi, natomiast należy pamiętać, że wiele nowszych przyczep kempingowych umożliwia podłączenie zasilania 12 V z instalacji auta, poprzez dodatkowe gniazdo. Mamy wtedy zasilanie wnętrza przyczepy w czasie postoju. Takie rozwiązanie wystarczy nam na 1-2 dni postoju w miejscach, gdzie nie mamy dostępu do zasilania 220 V. Musimy jednak spełnić jeden warunek: przyczepa musi być wyposażona (na ogół fabrycznie tak jest) w automatyczny wyłącznik instalacji, gdy napięcie akumulatora spadnie poniżej 12 V. Proponuję, aby za graniczną wartość, do której możemy rozładować akumulator rozruchowy, przyjąć 12,24 V. Oznaczać to będzie, że pobraliśmy już z niego 50% pojemności i będziemy jeszcze mieli realną szansę na uruchomienie silnika.

Pomyśleli o tym sami producenci pojazdów kempingowych, którzy tak skonstruowali instalację elektryczną, że w pierwszej kolejności w czasie jazdy ładowany jest akumulator silnikowy i dopiero, gdy osiągnie on napięcie 13.5 V, prąd ładowania zostaje skierowany do akumulatorów pokładowych (żelowych).

Czy wobec tego akumulator pokładowy traktowany jest zawsze po macoszemu? Nie. Staje się on „numerem jeden” zawsze w czasie postoju. Gdy stoimy swoją przyczepą na kempingu, podłączeni jesteśmy do zasilania 220 V – oczywiście, jeżeli posiadamy zamontowany akumulator pokładowy – wtedy jest on doładowywany w pierwszej kolejności. Ale w karawaningu bardziej pożądane jest posiadanie panelu słonecznego i uniezależnienie się od zewnętrznych źródeł prądu. Dobrą praktyką jest zamontowanie panelu, poprawnie nazywanym ogniwem słonecznym, o mocy 80-120 W. Ogniwa takie poradzą sobie z doładowaniem akumulatorów pokładowych o pojemności od 80 do 120 Ah. Jednak dla właścicieli przyczep kempingowych mam jeszcze jedną podpowiedź. Ponieważ nasze przyczepki często nie posiadają panelu z wyświetlaczem o stanie naładowania akumulatora, warto zainwestować kilkadziesiąt złotych w dwa proste wskaźniki: amperomierz 10 A oraz woltomierz 20 V. Dzięki nim będziemy mogli kontrolować stan naszego pokładowego akumulatora. O ile o napięciu, jakie powinien posiadać akumulator, prawie wszyscy wszystko wiedzą, o tyle – jeśli chodzi o prąd ładowania z ogniwa słonecznego – nasze obserwacje amperomierza będą zapewne interesujące.

Na podstawie własnego doświadczenia mogę stwierdzić, że realna „wydajność” ogniwa umieszczonego na dachu przyczepy, czy też kampera, wynosi maksymalnie 50% – to znaczy, że w słoneczne południe zaobserwujemy prąd ładowania maksymalnie 5 amperów (panel 100 watowy). Drugie ciekawe zjawisko, które zaobserwowałem, to przerywanie ładowania akumulatora (wskaźnik wskazuje 0 amperów) około godziny 14.00, we wrześniu, w czasie pobytu na Peloponezie (Grecja). Była to oznaka pełnego naładowania akumulatora żelowego. I chyba o takiej dbałości marzy każdy akumulator, który w zamian odwdzięczy się swoją bezawaryjną pracą w godzinach wieczornych. Oczywiście ciągle aktualne jest nieprzekraczanie napięcia akumulatora żelowego poniżej 11,4 V, ale o to już zadba automatyczny wyłącznik, który sam odetnie od instalacji nasz „magazyn prądowy”.

Kolejny problem, przed jakim stają właściciele przyczep lub kamperów, dotyczy wielkości akumulatora pokładowego, jaki powinniśmy zastosować. Piszę o wielkości, a nie o marce, bo w kwestii wyboru producenta jest tyle opinii… ilu użytkowników. Oczywiście i ja mam swoje zdanie w tej kwestii. Może w trochę żartobliwej formie, ale wydaje mi się, że „bogaci” karawaningowcy wybierają markowe akumulatory. Tylko ci „średnio bogaci” wybierają różne rozwiązania zastępcze, lub wyroby no name, bo chcą zaoszczędzić i awansować na liście „milionerów”. Natomiast rozsądny użytkownik wybierze produkt markowy, dobrze (!) dobrany do konkretnych potrzeb, który (właściwie eksploatowany) będzie mu służył przez wiele lat. Tylko co oznacza „dobrze dobrany”?

Przez wiele lat, w dobrym tonie, przed zakupem akumulatora, było zrobienie bilansu energetycznego naszego kampera, czy przyczepy. Wiadomym jest bowiem, że dzienny pobór energii zmienia się zależnie od zainstalowanych urządzeń i intensywności ich użytkowania. Producenci akumulatorów zalecają robienie takiego bilansu w jednostkach Wh (watogodziny), które są najlepszym parametrem, określającym najwłaściwszy typ i wielkość akumulatora.

Dlaczego nie w Ah, czyli używanych zazwyczaj amperogodzinach? Te dwa parametry, chociaż oba określają ilość energii elektrycznej dostępnej z akumulatora, mają kompletnie różne zastosowania, jako że pojemność (Ah) określa ilość energii elektrycznej dostarczanej aż do całkowitego rozładowania, natomiast dostępna energia (Wh) to ilość energii elektrycznej dostarczanej do czasu osiągnięcia zalecanej głębokości rozładowania.

Ponieważ akumulatory całkowicie rozładowane ulegają uszkodzeniu i skraca się ich żywotność, zastosowanie dostępnej energii (Wh) przy wyborze akumulatora jest zalecane w aplikacjach, w których często występuje głębokie rozładowanie, np. na łodziach i w naszych pojazdach rekreacyjnych. W innych aplikacjach, takich jak pojazdy samochodowe, w których alternator zapewnia ciągłe ładowanie akumulatora, użycie pojemności (Ah) przy wyborze akumulatora jest wystarczające.

Miało nie być teorii, ale pozwoliłem sobie na ten jeden wyjątek, aby napiętnować pewne złe nawyki.

Zróbmy w końcu „bilans energetyczny” naszego pojazdu kempingowego.

Oczywiście do bilansu energetycznego należy jeszcze dodać inne elementy: nadmuch ogrzewania, oświetlenie lodówki, obrotnicę TV SAT, stopień elektryczny, tuner satelitarny, oświetlenie zewnętrzne, ładowarki różnych akumulatorów do urządzeń elektronicznych, itd.

No i nie możemy zapomnieć o najważniejszym w dzisiejszych czasach – laptopie. Tymczasem taki „komputerek” potrafi potrzebować od 15 W do nawet 50 W mocy! W zależności od tego, jakie posiada podzespoły (procesor, HD) i jakie procesy na nim uruchamiamy (edytor tekstu, programy graficzne, albo montaż video).

Czy jednak musimy się „bawić” w takie obliczenia? W tym miejscu przekażę swoje doświadczenia z 20 lat uprawiania karawaningu. Moim zdaniem do przyczepy kempingowej wystarczający jest akumulator o wielkości około 1000 Wh. No dobrze, dla myślących „po staremu” to będzie około 80-100 Ah. W większości kamperów, które głównie wykorzystywane są do wyjazdów urlopowych w lecie, taki akumulator żelowy również w zupełności wystarczy.

Jednak osobom uprawiającym wielomiesięczny (zimowy) karawaning i tym, którzy nie chcą się ograniczać, wykorzystując jednocześnie 1-2 komputery, Internet i oglądając TV SAT, podpowiedziałbym zamontowanie dwóch równolegle połączonych akumulatorów, które stosuje się w celu zwiększenia ilości energii (Wh) przechowywanej w kamperze.

To tyle teorii na dzień dzisiejszy. W naszym kamperze czeka już zamontowany zestaw akumulatorów z poznańskiego EXIDE, z którymi ruszamy na okres kilku miesięcy w podróż za koło polarne. Jak spiszą się tam akumulatory? Napiszę po powrocie.

Andrzej Walczak

 



Komentarze