Prezentacje |
2007-07-17
Spokojne V8 dla Europy
Szwedzi kochają Stany Zjednoczone, silniki V8 i trzepoczące flagi. Tak bardzo, że zrobili im nawet samochód! Porządnego SUV-a, który rykoszetem równie świetnie przyjął się w Europie.
Wystarczy krótka przejażdżka po pięknym kraju naszych północnych sąsiadów, a wszystko staje się jasne. Szwedzi zakochali się w Stanach Zjednoczonych. Nie wiadomo, tak naprawdę dlaczego. Może chodzi to poczucie wolności, której Szwedom nie brakuje i którą tak sobie cenią? Może. Stąd też ogromne podobieństwa w preferencjach motoryzacyjnych. Tak, tak! Wystarczy zwrócić uwagę na Volva sprzed piętnastu, dwudziestu lat. Kanciaste 740, czy 240. A nawet wcześniej. Słynne P1800 wyglądało tak, jakby miało się spodobać po tamtej stronie Atlantyku. A fakt, że nie odniosło oszałamiającego sukcesu – to już inna sprawa. Mijając najmniejszą nawet wioskę na południu Szwecji widzę zawieszone flagi... USA! Rzadko, ale jednak. Kto by pomyślał o wystawieniu czegoś takiego w Polsce?! Widzę też najbardziej zakochane
społeczeństwo w Europie. W czym zakochane? W bulgoczących „amerykanach”. Gdzie nie spojrzysz – wszędzie wielkie cztero, pięcio, czy siedmiolitrowe small i big blocki! Wspaniałe Plymouthy, Chryslery i nieco plebejskie Chevrolety! Wikingowie nie zamartwiają się – tak jak my – podjeżdżając na stację benzynową. Nie rwą włosów przy kasie. Kochają V8 made in USA. Myśląc tymi kategoriami wsiadam do nowego XC90 zaopatrzonego w całkiem żwawy obiekt westchnień przeciętnego Szweda – 4,4 litrową V8-kę.
Słysząc różne opinie od znajomych, ruszam z wysokiego poziomu krytycyzmu. Zresztą, Volvo należy do tego typu producentów, który zwykle broni się bez najmniejszego problemu. Odkładam na bok całą sympatię do marki i zasiadam na...jednych z najwygodniejszych foteli wszechczasów! Domykam grube drzwi i od razu ruszam w miejski korek. Niestety nie było chwili na obejrzenie dokładnie co i gdzie. Przyjdzie na to czas później,poza miastem, poza korkiem. Teraz jedyne co wiem, to że wygląd faktycznie został stworzony specjalnie pod gusta Amerykanów. W końcu, to po tamtych szerokich ulicach jeździ większa część wyprodukowanych XC90. I większość występuje właśnie z tym silnikiem. Bo Amerykanie – jeszcze bardziej niż Szwedzi - śmieją się z cen paliwa. Czyli co? Potężny SUV. Masywna, wielokrotnie przetłoczona, niczym Statua Wolności bryła robi spore wrażenie. Ale, dzięki bogu, nie jest natrętnie
ociężała. Ma w sobie tą delikatność mebli z IKEI. Niby ciężkie. Potężne szafy, komody. Ale patrząc na nie, zupełnie błędnie wychodzimy z założenia, że sami wniesiemy ją na 4 piętro. Otóż pierwsze terenowe Volvo swoje waży. Ponad dwie tony „żywej” (dzięki sporej mocy!) masy, potrafi zmylić niejedno oko. Tył wspaniale zakończony modnymi ostatnio, choć nie w terenówkach, wysoko pociągniętymi światłami. W dodatku fantastyczne rozwiązanie otwierania bagażnika. Dwuczęściowe – w górę i w dół. Wszystkiego niecałe 5 metrów.
Oprócz superwygodnych foteli, szybko odkrywam superpraktyczną funkcję! System BLIS, czyli pomocnik w wyszukiwaniu „martwego pola”. Działa podobnie jak wystawiona przez okno głowa pasażera z tyłu. Ostrzega bardzo skutecznie. Gdy jakieś auto znajduje się na pasie, na który właśnie chcemy wjechać, zapalają się lampki. Które, swoją drogą, są na tyle dyskretne, że nie irytują i na tyle silne, że jeszcze
ostrzegają. Bardzo pomocne w mieście! Ale same fotele i migoczące lampki to jeszcze nic. Otoczenie wokół jest dostosowane, jakby pracował nad nim różdżkarz. Przyciski, pokrętła – nie dość, że logicznie ułożone, to jeszcze łatwe w obsłudze. Volvo zrezygnowało, póki co z kontrowersyjnych jedno przyciskowych centrali obsługi w rodzaju iDrive... Może to i dobrze. W każdym razie wnętrze po Szwedzku. Obok wysokiej klasy materiałów – i przede wszystkim świetnym ich spasowaniu! – na plus zasługuje pozycja za kierownicą. Gdyby ktoś kazał mi w tej chwili ruszyć do Portugalii, proszę bardzo! Tylko zabiorę torbę batoników.
A założyć się mogę, że podróż nie należałaby do tych z rodzaju „powolnych”. To dzięki całkiem radośnie reagującemu na pedał gazu silnikowi. Osiem cylindrów. Prawie cztery i pół litra. Powolny bulgot wydobywający się spod maski oraz 315 KM przy 5850 obr/ min. Wyjeżdżając, jeszcze przed rogatkami miasta dopadło mnie. Mimo, że to Volvo (a wiadomo, że nimi się nie szaleje. Szczególnie SUVami), pod światłami znalazłem radosnego śmiałka. Zobaczymy jak warczy "fał ósemka". Czerwone. Żółte. Zielone! Chwilę później, pocieszna, stara stuningowana Astra oglądała mały, wyróżniający tą wersję znaczek V8 na klapie bagażnika. Do setki w 7,3 sekundy! Nieźle jak na takiego kloca. Cherokee SRT8 jest szybszy – ale Szwedom przecież nie wypada. Prędkość maksymalną, ograniczoną elektronicznie do 210 km/ h można osiągnąć równie łatwo, co włączyć radio. O ile pod światłami to tylko głupi i niepotrzebny wybryk, o tyle na polskich „groźnych” drogach zapas mocy się przydaje. Tak jak nieźle reagujący i w tempo zrzucający biegi 6-cio stopniowy automat. Przy ostrej jeździe spalanie może sięgnąć nawet 20l/ 100 km, jednak przy normalnym „toczeniu” spadnie ono
do akceptowalnych 13-14 l/ 100 km. Zresztą, cała zabawa z potężnej V8-ki dość szybko się kończy. XC90 nie jest drogowym zawadiaką. Raczej spokojnym, świetnie prowadzącym się, niby terenowym, bardzo luksusowym kredensem. I niech tak pozostanie. Z tą swoją szpitalną (w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu, czyt. szwedzka służba zdrowia!) kolorystyką wnętrza, wysmakowaną stylistyką, najwyższym bezpieczeństwem i zaawansowaną technologią. Cena nie jest aż tak wygórowana. Nie za tak wyposażone auto. Owszem – to zawsze ponad 200 tysięcy złotych. Dostajemy jednak siedmioosobowego SUV-a. Do tego czujnik parkowania, milion poduszek powietrznych, dużo mocy i spokój północy.
M-G
Oprócz superwygodnych foteli, szybko odkrywam superpraktyczną funkcję! System BLIS, czyli pomocnik w wyszukiwaniu „martwego pola”. Działa podobnie jak wystawiona przez okno głowa pasażera z tyłu. Ostrzega bardzo skutecznie. Gdy jakieś auto znajduje się na pasie, na który właśnie chcemy wjechać, zapalają się lampki. Które, swoją drogą, są na tyle dyskretne, że nie irytują i na tyle silne, że jeszcze
M-G