akumulator.pl - wszystko na temat akumulatorów

0 0

Ostatnio na forum

Newsletter

Elektryzujące wiadomości prosto do Twojej skrzynki pocztowej:

   
Sonda

Moim wymarzonym autem jest:

  Ferrari Enzo
  Lamborghini Gallardo
  Bugatti Veyron
  Chevrolet Camaro
  Ford Mustang GT
  Rolls Royce Phantom
  Maybach Guard
  Fiat Panda
  Inny samochód

    Zobacz wyniki  

Prezentacje

2006-01-02
PREZENTACJA: Espace znaczy ?przestrzeń? (Renault Grand Espace 3.5 V6)

Trudno zakochać się w tym samochodzie od pierwszego wejrzenia. Bardzo nowoczesna architektura nadwozia nie chwyta za serce. Jednak wystarczy pierwsza dłuższa podróż, by zrozumieć dlaczego klienci kupujący Espace pozostają mu tak często wierni.

Aż 75 % kierowców jeżdżących we Francji Espace ponownie wybiera ten model, przy zmianie samochodu. W Europie Zachodniej liczba ta sięga 66%. Skąd ta lojalność?
Zapewne niemały jest w tym udział historii. To właśnie Renault ponad dwadzieścia lat temu rozpoczęło nowy rozdział w dziejach europejskiej motoryzacji, wypuszczając na rynek pierwszego na naszym kontynencie vana. Samochód, skonstruowany wspólnie z firmą Matra, miał być nowoczesną interpretacją „podróżnego sedana”.



Klienci, którzy zobaczyli auto w salonach dilerów w roku 1984 musieli być lekko zszokowani, bo w pierwszym roku Francuzom udało się sprzedać tylko 2703 Espace. Ale zdziwienie nietypową koncepcją i sylwetką przypominającą samochód dostawczy, szybko minęło. Zamówienia w kolejnych latach rosły lawinowo tak, że nie nadążano z produkcją. Do dzisiaj wyprodukowano ponad milion wszystkich generacji Espace i jest to wynik, którego w tym segmencie rynku nie osiągnął żaden z europejskich producentów.

Espace stał się więc niemal symbolem swojej klasy. To jednak za mało, by nadal pozostawać w czołówkach statystyk sprzedaży i w takim stopniu przywiązywać do siebie właścicieli.

Prawdziwie wielki
Prezentowany samochód jest wydłużoną wersją IV pokolenia vana Renault, która zadebiutowała na rynku w 2002 roku. Grand (wielki) Espace, bo tak ochrzcił swoje największe dziecko francuski koncern, jest rzeczywiście wielki. Ponad 480 cm długości i prawie 180 cm wysokości robi wrażenie. Kompozytowa karoseria obecna w poprzednich generacjach, ustąpiła miejsca strukturze stalowej, ale wizualnie autu nie przybyło przez to kilogramów.



Przeciwnie, jak na swoje wymiary Espace prezentuje się dość „lekko”. Efekt taki osiągnięto aplikując nadwoziu ogromne powierzchnie okien i stosunkowo cienkie słupki. Wyjątkowo wielka jest szyba czołowa. W połączeniu z króciutką maską silnika i trapezoidalnymi reflektorami tworzy ona charakterystyczną „twarz” Espace, która, patrząc od czoła, swą niewielką „metalową” częścią na dole i dużą szklaną „bańką” na górze, przypomina proporcjami żarówkę. Tył jest znacznie bardziej banalny. Pionowe lampy w słupkach i wielka połać płaskiej blachy. Pozbawione przetłoczeń „okrycie” dominuje zresztą na całym samochodzie.

Nie dodaje to może autu uroku, ale powoduje, że jego sylwetka jest bardzo klarowna i nadal – mimo trzech lat po debiucie – wygląda świeżo i nowocześnie. Niemal futurystycznie, choć trudno, by Espace zagrał na emocjach. Tego samochodu nie budowano jednak po to, żeby był piękny. Jest za to nieprawdopodobnie funkcjonalny. Już rzut oka na rozmiar drzwi, płasko przebiegającą linię dachu i rozstaw osi (prawie 290 cm!), każe oczekiwać ogromnej kabiny pasażerskiej, żeby cieszyli się nią nie tylko pasażerowie, ale i kierowca.

Zagadkowe wnętrze
Wnętrze największego z europejskich vanów urządzono w klimacie science fiction. Zasiadając w nim po raz pierwszy można wpaść w małą depresję. Nie ma zegarów, nie ma konsoli środkowej, nie ma kluczyka. Czy tym da się jechać? Dobrze, że jest kierownica, bo w przeciwnym wypadku trudno byłoby uwierzyć w fakt przebywania w samochodzie zdolnym do poruszania się. Krajobraz przed oczami kierowcy jest więc szczególny i nigdzie indziej niespotykany.



Tradycyjny kluczyk zastąpiła karta chipowa, której nie trzeba nawet wyjmować z kieszeni (hands free; seryjny dla wersji Initiale), żeby odpalić (przyciskiem) samochód. „Zegary” rozbłysną na elektronicznym wyświetlaczu w centralnym miejscu deski rozdzielczej po uruchomieniu zapłonu. A co z konsolą pełną zawsze wszelkich guziczków i pokręteł? Tej w Espace po prostu nie ma, ale nie znaczy to wcale, że na wyposażeniu samochodu jest tylko kierownica i fotele.

Elementy obsługi, skupione najczęściej na jednym obszarze, są w Espace „porozrzucane” po różnych, dziwnych często miejscach. Jak takie podejście do ergonomii sprawdza się w praktyce, przekonywałem się przez cały tydzień obcowania z monsieur Renault.

Cyferkowo-kolorowe zegary pod okazałym daszkiem nie mają żadnych zalet, za to wiele wad. Tak jak wszystkie podobne im konstrukcje drażnią oczy odpustową iluminacją i zupełnym brakiem czytelności. Pozostaje tylko nadzieja, że kiedyś moda na komputeryzowanie deski rozdzielczej minie.

Brak środkowej konsoli znieść łatwiej. Najwięcej czasu zajęło mi odnalezienie przycisku świateł awaryjnych, który w Espace zagościł w… podsufitce obok wstecznego lusterka. Potem było już lepiej. Co prawda radio ukryte w schowku nie jest pomysłem najszczęśliwszym, ale można je obsługiwać z wielofunkcyjnej kierownicy, więc problemy pojawiają się rzadko. Albo inaczej: zawsze wtedy, kiedy chcemy coś przestawić z poziomu panelu radia, który jest wyjątkowo nieprzyjazny dla użytkownika. Rozdziałem powietrza w kabinie i jego temperaturą steruje się za pomocą niewielkiego panelu (z malutkim wyświetlaczem) umieszczonego na drzwiach.
Mały nie oznacza w tym przypadku niefunkcjonalny.
Przywyknąć do niego łatwo, a po pewnym czasie można nawet stwierdzić, że to oryginalne rozwiązanie warte jest polecenia innym producentom. Vanów oczywiście, bo trudno wyobrazić sobie coś takiego wewnątrz klasycznej limuzyny, w której wszystko poukładane jest po bożemu. Co istotne, sterowniki takie zamontowano we wszystkich drzwiach, dzięki czemu każdy z pasażerów zajmujący miejsce przy oknie, może sobie ustawić najbardziej odpowiadający mu klimat.



Z tym, że o ile w pierwszym rzędzie regulować można i stopień nadmuchu i temperaturę, to w drugim już tylko ten pierwszy. Najskromniej, jak zwykle, obdarowano klientów w ostatnim rzędzie. Nie mogą pobawić się żadnymi guziczkami, a poza tym siedzi im się najgorzej. I tak jednak takiej dbałości o atmosferę w kabinie próżno szukać u konkurentów.

A propos trzeciego rzędu. Okazuje się, że nawet przy tak okazałych wymiarach, trudno tam mówić o komforcie podróży. Przynajmniej przy standardowym ustawieniu foteli. Oczywiście jak na vana przystało, kabinę można dowolnie przemeblowywać. To jednak praca wyjątkowo ciężka. Powody są dwa: fotele są bardzo ciężkie i trudno „manewrować” nimi w kabinie.

Drugą przeszkodą, jest pałętająca się ciągle między nogami i siedzeniami wykładzina podłogi, pełna pasków i wypustek wpadających zawsze tam, gdzie nie trzeba. Wykładzina trzyma się na …rzepach. W ogóle, to niektóre tworzywa sztuczne w kabinie Espace nie pasują, delikatnie mówiąc, do jego luksusowego charakteru.

Układ jezdny/Silnik
Kierownica ma dwupłaszczyznową regulację, fotel kierowcy jest wygodny, a zawieszenie bardzo dobrze filtruje wszelkie nierówności nawierzchni. Niestety jest miękkie, przez co Espace potrafi „dobić” na każdej większej wyrwie i kładzie się na bok w szybko pokonywanym łuku. Nie lubi też kolein, więc generalnie lepiej jeździć nim spokojnie i dystyngowanie. Tym bardziej, że do takich wojaży pasuje też układ kierowniczy zupełnie pozbawiony czucia. Z tym sielskim wizerunkiem kłóci się tylko ognisty agregat pod maską. To jednak trudno uznać za wadę.



Wytwarzający aż 245 KM i 330 Nm momentu obrotowego silnik pochodzi z fabryk Nissana i poza zużyciem paliwa, można mówić o nim w samych superlatywach. To najmocniejsza jednostka dostępna w vanie sprzedawanym na polskim rynku. Pracuje jedwabiście miękko, cicho, a jednocześnie potrafi połechtać ucho tym specyficznym dźwiękiem, który u każdego potrafi podnieść poziom adrenaliny. Miód, na skołatane pod dystrybutorem serce kierowcy (od 19 l w mieście do 13-14 l na trasie), leje się zawsze przy mocnym wdepnięciu w pedał gazu.

Wielki Espace startujący z gazem wciśniętym w podłogę, zamyka pierwszą „setkę” po 8 s wprawiając w osłupienie wielu kierowców innych aut. Nawet automatyczna skrzynia biegów nie jest w stanie stłumić dynamiki motoru. Automat potrafi uczyć się stylu jazdy preferowanego przez kierowcę. Ma 5 biegów, które przerzuca w miarę kulturalnie, a kiedy potrzeba, potrafi „przyśrubować” obroty do poziomu godnego samochodów sportowych. Elektronika sterująca skrzynią gubi się rzadko. Najczęściej na specjalne życzenie niesfornego kierowcy (czyli wrednego dziennikarza).

Podczas normalnej eksploatacji jest doskonałym kompanem dla sześciocylindrowego silnika i świetnie sprawdza się tak w miejskiej dżungli, jak i na dalekich trasach. Idealnie komponuje się też z wizerunkiem arcywygodnego środka lokomocji, jakim jest Grand Espace.

Ponad 20 lat historii Francuzi wykorzystali na naukę, która nie poszła w las. Gdyby tylko nie ten kokpit i …cena ponad 200 tys. PLN.

Tekst i foto: Tomasz Puchalski
0 0

: nota prawna: kontakt

Forum
CMS