akumulator.pl - wszystko na temat akumulatorów

0 0

Ostatnio na forum

Newsletter

Elektryzujące wiadomości prosto do Twojej skrzynki pocztowej:

   
Sonda

Moim wymarzonym autem jest:

  Ferrari Enzo
  Lamborghini Gallardo
  Bugatti Veyron
  Chevrolet Camaro
  Ford Mustang GT
  Rolls Royce Phantom
  Maybach Guard
  Fiat Panda
  Inny samochód

    Zobacz wyniki  

Prezentacje

2005-12-13
PREZENTACJA: 30 lat minęło? (Volkswagen Passat A. D. 2005)

…jak jeden dzień. A dokładnie 32 lata. Tyle już liczy sobie historia jednego z najbardziej pożądanych przez rodaków samochodów - Passata. Na drogach można jeszcze spotkać pierwsze generacje niemieckiej limuzyny dla ludu. Teraz dostępny jest już Passat nr V. W najnowszym wydaniu, nie ma niestety wiele wspólnego z ludem. Z limuzyną za to – jak najbardziej.

Znowu rozciągnięty
W kolejnych odsłonach Passat rósł i przybierał na wadze. Rozrósł się w końcu tak bardzo, że wkroczył w rejony zarezerwowane do niedawna dla samochodów z najwyższych półek. Passat A.D. 2005 ma 4,77 metra długości (+ 62 mm w stosunku do poprzednika), szerokość 1,82 metra (+74 mm) i wysokość 1,47 metra (+10 mm), rozstaw osi -  2,71 metra. Dla porównania: pierwszy „pasek” mierzył 4,19 m. Dzisiaj mógłby konkurować z … Golfem.


 
Nowy Passat zrywa ze stylistyczną nudą topornego poprzednika. Wraz z centymetrami przybyło mu trochę designerskiej ikry. Auto zyskało bardzo harmonijną i elegancką sylwetkę. „Napięte” blachy karoserii z wyraźnie zaznaczoną linią progów, dają wrażenie masywności i przemawiają do podświadomości bezpieczeństwem. Samochód nie wygląda na szczęście ociężale.

Delikatne cięcie wzdłuż burt nadwozia optycznie wydłuża auto i sprawia, że nabiera ono muskularności i wizualnej lekkości. Także kufer, wystający znacznie poza tylną oś narysowano tak, by optycznie nie dodawał sylwetce kilogramów. Podcięto go lekko od dołu, a pionową zazwyczaj ścianę bagażnika, pochylono ku przodowi. Mocno zmieniono lampy tylne, dzięki czemu nowego Passata łatwo wreszcie odróżnić od Skody Superb. Oprócz nowego kształtu, pod klosze zawitała najnowocześniejsza technika. Wzorem luksusowego Phaetona za oświetlenie tylnej partii nadwozia odpowiadają światła diodowe, które oprócz długowieczności charakteryzuje dużo szybsza reakcja na impulsy.



Największym ze stylistycznych newsów jest całkowicie nowy przód. Taki wyraz „twarzy” odziedziczą po Passacie wszystkie nowe samochody Volkswagena. Przemodelowany pas przedni jest bardzo charakterystyczny, choć obficie chromowaną atrapę trudno uznać za designerskie arcydzieło. W materiałach prasowych, Volkswagen określa jej nową stylistykę mianem „tarczy herbowej”. O mein Gott! Tarczę (zwaną z włoska scudetto) dzierżył dotychczas na dziobie tylko jeden samochód. Była nim Alfa Romeo i lepiej (dla Niemców – jeśli nie chcą się ośmieszać) niech tak pozostanie. Jak wygląda tarcza po włosku każdy wie. Jak w wykonaniu niemieckim, widać na zdjęciach… Przypisywanie tej stylistyce określenia „tarczy” można by porównać do próby zmiany statusu Bismarcka z pancernika na jacht regatowy.



Oprócz blaszanych „ust” uwagę przykuwają w nowym Volkswagenie oryginalne, podkrążone reflektory i wąskie paski kierunkowskazów w przednim zderzaku. Zgodnie z panującą modą „migacze” zagościły także w obudowach zewnętrznych lusterek. Całość sprawia solidne i sympatryczne wrażenie. Szczególnie w zestawieniu z poprzednikiem. 

Nowy klimat
Powiew świeżości dotarł też do kabiny, urządzonej klasycznie, ale zupełnie inaczej niż w „starym” Passacie. Kokpit nie jest przeładowany przyciskami. Przejrzysty i wyjątkowo ergonomiczny cieszy oczy tym bardziej, im bogatszą wersję wyposażenia wybierzemy w salonie dilera. Tych wersji jest cztery. W podstawowej (Trendline) deska rozdzielcza wygląda niestety trochę biednie. Warto więc wysupłać nieco więcej grosza i dopłacić za wyższy standard.



W końcu takie nadwozie zasługuje też na odrobinę luksusu wewnątrz, którego nijak nie można poczuć w pierwszym pakiecie. Czytelne i ładne zegary podświetlono tradycyjnym dla marki błękitem, który ma taką samą rzeszę zwolenników, co przeciwników. Może Volkswagen sugeruje w ten sposób, że jednak płynie w nim szlachetna, błękitna krew?

Za regulowaną w dwóch płaszczyznach kierownicą siedzi się wygodnie. Fotel można opuścić nisko. Ma on idealnie dobraną twardość i niezłe wyprofilowanie. Powinien dobrze sprawdzać się na długich trasach. Ergonomia i funkcjonalność stoją na najwyższym poziomie. Konsola środkowa pochylona jest pod ostrym kątem i łagodnie rozlewa się w górną część deski. Łatwo dzięki temu sięga się do umieszczonych na niej przełączników i pokręteł. W kabinie nie brakuje schowków. Pomyślano nawet o skrytce na parasol w drzwiach kierowcy.  Wszystko wykonano z bardzo dobrych jakościowo tworzyw sztucznych. Nieźle wygląda również seryjne wyposażenie. Już w standardzie Volkswagen raczy klientów klimatyzacją i chłodzonym schowkiem w desce rozdzielczej.



Żaden z pasażerów nie powinien narzekać na ciasnotę. Miejsca jest w bród i to zarówno z przodu, jak i z tyłu, gdzie swobodnie przewieźć można nawet trójkę pasażerów. Tylna kanapa jest seryjnie dzielona asymetrycznie, więc jeśli komuś nie wystarczy 565 l w bagażniku, może wykorzystać też część samochodu przeznaczoną dla pasażerów.

W zyskiwaniu dodatkowych centymetrów  pomogła konstruktorom zmiana koncepcji umieszczenia silnika. W poprzednim wydaniu, Passat miał go ustawionego wzdłużnie. Teraz – jak większość rywali – poprzecznie.

W kwestii agregatów napędowych, które Volkswagen proponuje klientom pod maską, wybór jest wyjątkowo duży. Docelowo będzie liczył osiem jednostek o mocy od 102 do 250 KM. Tylko motor podstawowy nie posiada bezpośredniego wtrysku paliwa. Nie dlatego jednak trudno go polecić. Po prostu duży i ciężki Passat stanowi wyzwanie, któremu nie zawsze jest w stanie podołać niewielki ciałem silnik (1.6 l).

Wśród motorów benzynowych na szczególną uwagę zasługują dwie jednostki: 2.0 FSI oraz 2.0 T-FSI. Już ten pierwszy charakteryzuje kapitalna, jak na benzynowca elastyczność i niezłe  osiągi. 150 KM wystarcza, by auto połknęło setkę po 9.4 s. Drugi z motorów znany jest m.in. z Golfa GTI. Ma turbinę i rozwija 200 KM. Zapewnia Passatowi osiągi godne prawdziwego GT – 7,7 s. do pierwszych 100 km/h.



Clou programu stanowią oczywiście diesle TDI. Tradycyjnie dla Volkswagena z wtryskiem opartym na pompowtryskiwaczach, a nie powszechnie stosowanej wspólnej szynie wtryskowej (common rail).  Menu zawiera trzy tego typu napędy. Pierwszy w palecie silników wysokoprężnych jest doskonale znaną jednostką o pojemności 1.9 l i mocy tu akurat skalibrowanej na 105 KM. Silnik terkoczący i mało kulturalny, za to najtańszy wśród kolegów diesli i z natury oszczędny. Pozostałe dwa silniki mają po 2 l pojemności i moc 140 oraz 170 KM. Mają też lepsze maniery akustyczno – wibracyjne. Szczególnie w mocniejszej wersji warto docenić kunszt inżynierów. Jeszcze niedawno takie stado koni trudno było wyciągnąć nawet z silnika benzynowego. Dzisiaj udało się to Volkswagenowi w dieslu m.in. dzięki zastosowaniu piezoelektrycznych elementów uruchamiających zawór wysokiego ciśnienia we wtryskiwaczu. Stusiedemdziesięciokonny 2.0 TDI sprint do setki kończy po 8,7 s. Może rozpędzić się do 223 km/h i średnio konsumuje 6,1 l!
    
Wybierając któregoś z dwulitrowych diesli warto skusić się na rewelacyjną, superszybką przekładnię dwusprzęgłową DSG. W standardzie dostaniemy zwykłe skrzynie sześciobiegowe. Co ciekawe DSG nie jest oferowana do motorów benzynowych. Można będzie ją wybrać jedynie z najmocniejszą – niedostępną jeszcze – widlastą „szóstką” 3.2 l. Dla zwolenników automatów stroniących od silników wysokoprężnych przewidziano klasycznego Tiptronica. Nie można go skojarzyć jedynie z podstawowym motorem. 



Żaden z silników nie jest wielkim wyzwaniem dla podwozia nowego Passata. Przednią oś oparto na sprawdzonych kolumnach McPhersona. Z tyłu znajdziemy zaawansowaną oś czterowahaczową osadzoną, w celu odizolowania nadwozia od drgań, w specjalnej ramie pomocniczej. W obu przypadkach, chcąc zmniejszyć masy nieresorowane, wykorzystano w szerokim zakresie aluminium. Samochód prowadzi się bardzo pewnie, komfortowo przy tym resorując. Zawieszenie standardowo obuto w szesnastocalowe felgi.

W układzie kierowniczym zastosowano nowatorskie wspomaganie elektromechaniczne. Samochód łatwo wyczuć, co w połączeniu ze sprężystym zawieszeniem i gładko pracująca skrzynią daje dużo radości z jazdy. 
  
Nowy Passat niczym szczególnym nie zachwyca. Podobnie do jego poprzedników jest jednak w każdej dziedzinie przynajmniej tak dobry, jak jego rynkowi rywale. Często ich też przewyższa. Szczególnie wymiarami. Podobnie było zresztą z jego wcześniejszym wydaniem, do którego stopniowo „dorastała” konkurencja. Teraz historia zapewne się powtórzy. Passat wreszcie nie wygląda jak klocek i chwała za to Niemcom. Wart grzechu? Dla niektórych „aż” Passat, dla innych „tylko” Passat. Każdy musi sobie na to pytanie odpowiedzieć sam. Ja zaryzykuje twierdzenie, że w tym segmencie pojawił się nowy wzorzec.

tekst: Tomasz Puchalski
0 0

: nota prawna: kontakt

Forum
CMS