Prezentacje |
2006-03-20
Pogromca Enzo (KOENIGSEGG CCX)
Auto będące poważnym zagrożeniem dla 1000 konnego Bugatti Veyrona powstało w miejscu, gdzie użycie przekleństwa jest karane. Kraju, który oprócz spokoju i Bergmana – stał się nowym światem superbolidów! Kierunek Szwecja!Wielkie marki powstawały dzięki wielkim ludziom. Ferrari ma swoją legendę-stwórcę. Lamborghini, Aston Martin, Jaguar czy Bentley również mają swoich bożków. Christian von Koenigsegg, Szwed. Wzrastał z marzeniem stworzenia doskonałego samochodu sportowego. Po kilku latach planowania, w roku 1993 otworzył projekt Koenigsegg. Zatrudnił projektanta Davida Craaforda, który podążał kierunkiem wytyczonym przez ojca projektu. Ekipa posiadała doświadczenie w takich firmach jak Bugatti, Ferrari, czy Aston Martin.

Jazdami testowymi zajmowali się renomowani kierowcy wyścigowi, między innymi: Picko Troberg, Calle Rosenblad, czy Rickard Rydell. Każdy sezon był równie ważny i równie przełomowy. Rok 1997, był rokiem prezentacji prototypu na festiwalu filmowym w Cannes. Potężny przekaz telewizyjny, gwiazdy i Koenigsegg zrobiły swoje – coś zaiskrzyło. Zainteresowanie było ogromne. Zadbano jeszcze o design i w 2000 roku odbyła się oficjalna premiera na Paris Motor Show.
Auto od samego początku zdobywało nagrody – za design, prowadzenie, przyspieszenie, G-force. Już na salonie pierwsze auta znalazły swoich nowych właścicieli! Wszyscy testujący rozpływali się w zachwalaniu superbolidu – szybko okazało się, że Koenigsegg stał się jedynym, który może zagrozić potężnemu 1000 konnemu Bugatti Veyron...

CCX – niczym wisienka na torcie...
Pierwsze modele (CC8S, CCR) były genialnymi pociskami. Dysponowały mocą 655 i 806KM! Jednak, jak wszystko w przyrodzie – i to musi ulec zmianie. Na tegorocznym salonie samochodowym w Genewie, Koenigsegg zaprezentował zupełnie nowe wcielenie potwora – CCX. Wbrew pozorom „X” nie oznacza tutaj jakichś ekstremalnych wrażeń, czy rzucaniu się w przepaść. Przynajmniej nie wprost. „X” oznacza dziesiątą rocznicę rozpoczęcia testów pierwszego prototypu CC. Cała nazwa tłumaczy się Competition Coupe X. Całkowicie po szwedzku - prosto, schludnie i ze smakiem.
Pomimo, że nie widać zbyt wielu różnic gołym okiem, CCR i nowy CCX różnią się jak bliźniaki jednojajowe wychowane na przeciwległych kontynentach! Auto zostało poprawione i przystosowane do - lubiącego takie błyskotki - Amerykańskiego rynku. Jednocześnie forma i duch serii CC pozostał na swoim miejscu. Piorunujące osiągi, łatwość prowadzenia i design Made in IKEA. W świecie superbolidów to zupełne novum!

Rodzina Koenigsegg...
Hala myśliwców bojowych na południu Szwecji, to naturalne miejsce narodzin każdego modelu CCX. Przy porodzie asystuje 30 pracowników. W zasadzie jakichś 20, bo pozostałe 10 osób w firmie, zajmuje się sprzedażą i PR-em. Każdy egzemplarz składa się z 300 karbonowych elementów i tysięcy niewielkich podzespołów dostarczanych w większości przez małe, szwedzkie firmy zajmujące się wytwarzaniem niebywale precyzyjnych części. Dbałość o precyzję porównywalna z tą w NASA. Nie zdziwiłbym się gdyby każdy pracownik, zabierał każdą najmniejszą część do domu na noc, w celu lepszego jej poznania i całkowitego przestudiowania! 30 osób, jedna hala, jedno auto – zażyłe związki rodzinne.

Żarty na bok...
Nadchodzi powalająca moc! Jeżeli ktoś uważa, że Ferrari Enzo, to koniec rozwoju auta sportowego – polecam pierwszy prom do Ystad i zwiedzenie południa Szwecji! 17 i 18 października 2005 roku, Koenigsegg CCR pobił pięć różnych rekordów. Były to między innymi: Prędkość na końcu prostej Nordschleife toru Nurburgring – 313km/ h! Przyspieszenie 0-200km/ h – 9.6 s! Slalom (36 metrowy) przy prędkości 138km/ h! Slalom (110 metrowy) – 158km/ h! To wszystko osiągnięcia CCR. Tegoroczny CCX jest jeszcze lepszy!
Koenigsegg ożywił swoje dziecko aluminiową V8-ką, z 4 zaworami na cylinder. Kompresja 8.2:1, sucha miska olejowa, sekwencyjny, wielopunktowy wtrysk, dwie turbosprężarki Rotrex – wszystko dla 806KM! Cały ten zaprzęg osiągany jest przy 6900 obr./ min. Nie tylko mocą silnik może obdarzyć cały osiedlowy parking i wszystkie stojące tam auta. Również moment obrotowy robi wrażenie – 920Nm przy 5700 obr./ min! Prędkość udowodnioną, czyli 395km/ h osiągnąć można dzięki 6-stopniowej skrzyni biegów marki Cima. A propos prędkości – „Christian von” zapewnia, że jak znajdziemy chwilę czasu, kawał równego jak stół i długiego jak pierścienie Saturna asfaltu – CCX spokojnie przełamie 400km/ h! Zarówno ten fakt, jak i kilka kolejnych, chociażby przyspieszenie 0-100km/ h w 3.2 s, „ćwiara” w 9.9 s z prędkością końcową 235km/ h, 100-0 na odcinku 31m – powoduje, że czysto teoretyczne pojawienie się Koenigsegga CCX i Bugatti Veyrona obok siebie, na światłach, może być niebywale interesujące. Przeciążenie boczne 1,3 G. Tak perfekcyjny wynik hamulców CCX zawdzięcza 362mm tarczom, sześciotłoczkowym zaciskom i Advanced Control System by Koenigsegg. Tarcze z tyłu – to samo. Opcjonalnie tarcze 380mm i ośmiotłoczkowe zaciski! Koła dopełniają opony Michelin Pilot Sport 2 – 255/ 35-19 z przodu, i a jakże 335/ 30-20 z tyłu! Felgi wykonane z magnezu – w opcji karbonowo-magnezowe. Wszystkie koła mocowane są centralną pojedynczą śrubą. Pomimo kosmicznych wyników Koenigsegg w trasie pali 13, a w trybie mieszanym „ledwie” 17 l/ 100km. Całość waży 1180 kg i aby zawrócić wystarczy przyzwoite 11 metrów. Superbolid, a jaki wyrozumiały...

Cywilizowany dzikus!
W standardzie otrzymamy bardzo dużo! Dzięki 5 różnym ustawieniom ESP, automatycznej klimatyzacji, elektrycznym lusterkom, elektrycznie otwieranym szybom, wspomaganiu kierownicy, audio z CD Koenigsegg jakoś nie mieści się w granicach definicji „super-samochodu”. Posiada ABS, kontrolę trakcji, boczne poduszki powietrzne. A jednak! Czasy się zmieniają i dziś „demony prędkości” potrafią być delikatne jak owieczka po Valium! Nawet naładowane elektroniką spełniają swoja rolę! Mało tego – w wyposażeniu dodatkowym jest asystent parkowania, tylna kamera, GPS, kupa ceramicznych bajerów, a nawet lekcje prowadzenia udzielane przez Lorica Bicocchiego – za jedyne 1500Euro! A całość? Ile za całość? Porównując do Bugatti – niewiele. Nie porównując – 458 tysięcy europejską walutą! Za wersję standardową oczywiście. Pełen zestaw dodatków da nam okrągłe 600 tysięcy! Ale bez paniki, Koenigsegg uspokaja – pierwsza rata wynosi tylko 25%. Reszta dwa tygodnie przed odbiorem auta. To lepsze niż nasze 50/ 50...

Bożek? A może bóg?
Christianowi von Koenigseggowi w 10 lat udało się stworzyć auto-legendę, które bez rumieńców wstydu może stać obok Bugatti, Ferrari, czy Aston Martina! Nawet nie tyle stać, co z nimi wygrywać! Ten spokojny Z marzeń i ambicji powstało jedno z najbardziej oryginalnych i ekscytujących super-samochodów w historii.
M-G